Jak tam było na targach Wiatr i Woda

0
350

Za zgodą Jerzego Kulińskiego  www.kulinski.navsim.pl 

 

Już się zgubiłem w rachubach na ilu to w życiu byłem targach wodniackich. Wiem tylko, że nie opuściłem ani jednej imprezy W&W w Warszawie. Bo tak po prawdzie tylko one naprawdę w Polsce się liczą. No, może jeszcze BOATSHOW (Grzegorzu, nie dąsaj się na mnie, ale jak wiesz – jestem okrutnie subiektywny i …. szczery). Na tych  targach „urzędowałem” tradycyjnie na stoisku macierzystej redakcji – miesięcznika „ŻAGLE”. Było mi tam ciepło, przyytulnie i byłem otoczony troskliwą opieką (cierpki przywilej staruszka i weterana). To oczywiście nie złagodziło moich ocen targowych. 
Generalna opinia – coraz mniej wiatru. Wspiera mnie w tym twierdzeniu Marek „Biały Wieloryb” Popiel. No cóż – znak czasu. Ludzie są coraz bogatsi, coraz bardziej łasi na wygody, coraz mniej skłonni tracić czas na naukę. Każdy widzi, że oferta łodzi motorowych jest coraz szersza, a „motopompy” są coraz bardziej luksusowe. Motorowodniactwo, to jak by powiedział nawet początkujący matematyk – wyglada jak pierwsza pochodna motoryzacji samochodowej. A ta jest okrutna i … trująca. 
Jak już wspomniałem do prowadzenia łodzi motorowych potrzeba mniejszych kwalifikacji. Nawigację załatwia odbiornik nawigacyjny, którego obsługa nie wiele odbiega od obsługi i zrozumienia smartfona. Sztukę halsowania, a zwłaszcza whalsowywania się w wąskie przejścia zastępuje potentny silnik, a portowe manewry ułatwiają stery strumieniowe. Meteorologia, ochrona przeciwkolizyjna – elektronika wszystko załatywia. 
Krótko: motorówki rosną i będą rosnąć w siłę. Nic dziwnego, że na hali targowej motorów, motorów, motorówki.
———————————————————————-
obraz nr 1

Stoisko „ŻAGLI” – Gosia Stobnicka i Sekretarz Redakcji Jerzy Klawiński
.
/obraz nr 2

„ŻAGLE” zabiegają o Czytelników z dwupokoleniowym wyprzedzeniem
.
Na stoisku „ŻAGLI” odbyła się zapowiedziana „premiera” obrusów BAŁTYK – MAPA BIESIADNA. Gadżet niby się podobał, ale do chwili podania ceny. W praktyce okazało się, że wielu zainteresowanych prychało wzburzeniem – cena stu złotych przyjmowana była przez niektórych jako zaporowa 🙂 Nie ma sprawy – obrus nie wchodzi w skład dawnego, obligatoryjnego WWRJ.
Bardzo miło rozmawiało mi się z Czytelnikami locyjek. Wpisywałem dedykacje. Jaka obserwacja? Coraz więcej żeglarzy mazurskich wychodzi na Zalew Wiślany i Zatokę Gdańską. Na stoisku ŻAGLI zapas locyjki „Zalew Wiślany” został wyczerpany już w sobotę. Stoisko „ŻAGLI” i tym razem było epicentrum zainteresowanych targami.
obraz nr 3

Stoisko SAJ – Iwona Tarczyńska, Marian Lenz, Włodzimierz Ring i Marek Tarczyński
.
Pobliskie stoisko Stowarzyszenia Armatorów Jachtowych przyjmowało wielu gości. Dyżurni SAJ-mani pod kierunkem samego Prezesa Andrzeja Colonela Remiszewskigo odpowiadali na pytania żeglarzy coraz bardziej zdenerwowanych pojawiającymi się ostatnio restrykcjami. Dowiadywali się, że SAJ ma coraz więcej roboty. Istotne, że złożonych zostało wiele nowych Deklarsacji członkowskich. W 26-tym roku istnienia SAJ jest już pełną gębąstowarzyszeniem masowym.
obraz nr 4

Stoisko czasopisma „Wiatr” – Redaktor Naczelny Krzysztof Olejnik
.
obraz nr 5

Stoisko DELPHIA TRUE YACHTS.
.
obraz nr 6

Stoisko SAIL SERVICE – Tadeusz Wojtowicz
.
obraz nr 7

Hotessy – zwiastun powrotu apetycznej mody?
.
obraz nr 8

Tego było najwięcej
.
obraz nr 9

Kwestia gustu
.
obraz nr 10

Oferta silników  „VETUSA”
.
 
Odwiedziłem między innymi stoiska Pętli Żuławskiej (Opozdrawiam Michała!) , czasopisma „WIATR” (Brawo Krzysiu!), żaglomistrzowską firmę – jubiata „SAIL SERVICE” (uznanie dla Tadeusza !), potentata produkcji łodzi żaglowych i motorowych „DELPHIA YACHTS” (Wojtek, Wojtek!). Na wielkiej powierzchni trzech hal wystawowych, nawet tej najdalszej – namiotowej nie dopatrzyłem się stoiska Związunia. Jeśli rzeczywiście ich to nie było – przyjąłem to jako znak symptomatyczny. Związunio środowisko olewa. Ma swoje interesy i to gdzie indziej. A może to znak, że sobie już nas odpuścił ? Oby !
We wspomnianej hali namiotowej miało swój stand PTTK. Skromny, a przecież jest to towarzystwo dla żeglarstwa polskiego ogromnie zasłużone.
Oglądałem wystawione jachty żaglowe. Oczywiście „pleasure craft”. Czy mi się podobały? Generalnie – nie. Konstruktorzy projektują tak, aby jachty się sprzedawały, a nie ukrywajni – potencjalni nabywcy lubią komfort. No i aby ich jacht …. szokował sylwetką, aby się wyróżniał, aby przykuwał wzrok. Zadanie niesłychanie trudne, bo jak tu przykuć wzrok, kiedn na przystani cumuje kilkast łodzi. Wreszcie jest też zapotrzebowanie na „jachty recepcyjne”. To jachty dla prezesów i właścicieli firm, ludzi interesów. Oglądałem między innymi TES 246 VERSUS. Doskonały projektant, ale takie jest życie. Projektować trzeba tak, aby jacht się sprzedawał. Nie, nie – niczego Tomaszowi nie zarzucam. Broń Boże, ale to na takiej samej zasadzie powstały karoserie Forda Ka czy Citroena Picasso. To przecież jes naturalna konsekwencja pojawienia się kubizmu w malarstwie.
Widzę miny młodych Czytelników SSI – oni wiedzą, że staremu się podobają kobiety w sukienkach, latem koniecznie zwiewnych. Spoko, ja nie doczekam, ale wróci jeszcze czas kiedy klientela zacznie życzyć sobie projekty jachtów typu „wariacje na temat Rassmunsena”.
Bogata oferta silników, osprzętu, elektroniki, oprogramowań oraz sprzętu ratunkowego. Było co oglądać.
Targi uświetniają uroczystości dekoracyjne: nagrody „PRZYJAZNY BRZEG” ( http://kulinski.navsim.pl/art.php?id=3119&page=15 ), nagrody „TELIGI”, nagroda „LEATHERMANN JACHT RR”, nagrody konkursu „PANTAENIUS JACHT FOTO”. Czytajcie o nich w oknie „ŻAGLI”. Wspomnę tylko, że Ewa Skut otrzymała „Teligę” za ksiązkę „Pod żaglami w lodowych krainach”, Piotr Myszka za mistrzostwo świata w RS:X oraz „Przyjazny Brzeg” za popularyzację gospodarzy dobrych przedsięwzięc.
obraz nr 11

Nagrody „TELIGI”
.
obraz nr 12

Nagrody „PRZYJAZNY BRZEG” – przy mikrofonie Andrzej Gordon
.
Targi zostały zorganizowane bardzo dobrze. Brawo Jacek ! Wybór miejsca – bez zastrzeżeń, chociaż to już gocławskie przedmieście. Kiedyś był tu wymagający dużej sprawności tor motocrossowy. Jeśli miałbym na coś narzeknąć, to na małą powierzchnię jadalni (bo to nie jest restauracja). Odchodzisz z od bufetu z talerzemi na tacy i nie masz gdzie uśiąć. Zwłaszcza, że wielu z konsumentów po zjedzeniu obiadu nadal sobie siedzi i dyskutuje. Mnie charalteryzują obcesowe maniery – poszedłem do takiego stołu i do najbliższego postkonsumenta warknąłem „posuń się przyjacielu”. Poskutkowało – wszyscy wstali od tego stołu. 
Jeszcze jedno – moc przesyłowa obu targowych routerów jest zbyt mała. Po zalogowaniu na monitorze czytam – jesteś połaczony do sieci, ale …. nie udają się połączenia poczty, ani odbioru internetu. W porze podwieczorkowej obciążenie maleje i komputer ożywa.
Niewymiernym sukceserm targów są liczne spotkania, odnawianie znajomości, dyskusje, prezentacje fotografii (przeważnie w smartfonach). Na targach upolowały mnie dziewczyny – regatówki zespołu „Shekle”. Z daleka rozpoznały feministę i zostałem obfotografowany z deklaracją lojalności na brzuchu.
A Wam jak się te targi podobały ?
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
 
 

Komentarze