Falami pisane: promocja i wodowanie na Darze Pomorza

0
489
Nowo wydane książki o tematyce morskiej tradycyjnie już są uroczyście promowane w formie tzw. „wodowania”, a miejscem tego najczęściej jest statek – muzeum „Dar Pomorza”, jak wiadomo mający swoje stałe cumowanie przy Nabrzeżu Pomorskim na gdyńskim Skwerze Kościuszki. Ostatnio, w sobotę 17 listopada br. takie promocyjne wodowanie miała książka pt. „Falami pisane”, na którą złożyło się ponad 60 wspomnień kapitanów żeglugi wielkiej. Tyle wspomnień kapitańskich w jednym tomie, jak dotychczas, jeszcze się nie zdarzyło (niedawno na tej stronie nieco więcej o tym napisaliśmy).
 
Ponieważ inicjatywa przygotowania do druku takiej jak najbardziej „morskiej” pozycji wydawniczej wyszła od Stowarzyszenia Kapitanów Żeglugi Wielkiej w Gdyni, a wprost od jego prezesa dr inż. kpt. ż. w. Andrzeja Królikowskiego, równocześnie dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni, nadto prezesa Zarządu Głównego Ligi Morskiej i Rzecznej – to i temu Stowarzyszeniu przypadła rola gospodarza tej promocyjnej uroczystości na „Darze Pomorza”, zaś rolę jej prowadzenia wziął na siebie sekretarz tegoż Stowarzyszenia kpt. ż. w. Tomasz Sobieszczański.
Na wstępie jednak do tej książki odniósł się prezes SKŻW Andrzej Królikowski. Od razu też przywołał wyrażoną w jęz. łacińskim sentencję” „Vita brevis, ars long”, co się tłumaczy jako “życie jest krótkie, sztuka długotrwała”. – Cieszy fakt – mówił dalej – że ludzie morza , kapitanowie żeglugi wielkiej, którym „morze nadaje szorstkość zewnętrznej powłoce… lecz zachowują słodycz ich ducha”. Bo tak właśnie odpowiedzieli oni na wezwanie Stowarzyszenia: Kapitanowie – do pióra! A efekt jest taki, że w tomie „Falami pisane” swoje wspomnienia z różnych okresów, z „mórz i oceanów”, z rozlicznych portów świata, pozwoliło zamieścić 19 kapitanów, autorów w sumie 64 wspomnień, które czyta się niczym literackie reportaże. Dlatego prezes Królikowski nie mógł nie dodać, że „trzymając w ręce pięknie wydane wspomnienia (nb. przez naszą oficynę morską dop. Seh), dziewiętnastu z nas czuję radość, optymizm, a także dumę, że mam takich utalentowanych kolegów”. Oraz, że jest to wstęp do „kroniki kapitańskiej, której kolejne karty zapisywać będą następne pokolenia tych, których życie pisane morskimi falami…”
 
W podobnym tonie wypowiedział się prof. dr hab. Jan K. Sawicki, redaktor serii wydawniczej „Księgi Floty Ojczystej, bowiem w jej ramach z nr 49 te kapitańskie wspomnienia się ukazały. Podkreślił, jak wielkie znaczenie „biograficzne i historyczne” mają dla morskiej histografii takie książki, pisane przez prawdziwych ludzi morza. Bo „my odejdziemy, a co zapisane pozostanie…”
 
 
Laudację o owej książce – a jakże pełnej o niej pochwał – wygłosił sędzia Sądu Apelacyjnego przy Okręgowym Sądzie w GdańskuWitold Kuczorski, tak autentycznie związany z problematyką morską, że gdyńskie Stowarzyszenie Kapitanów Żeglugi Wielkiej w 2010 roku wyróżniło go honorowym członkostwem („To jest książka, w którą człowiek zanurza się jak w morskie fale” – powiedział).
 
Wypowiadali się jeszcze kpt. ż. w. Wiktor Czapp ze szczecińskiego środowiska kapitanów (że to radość, iż taka, z tyloma wspomnieniami książka się ukazała, i gratulując autorom – kapitanom, SKŻW za inicjatywę oraz wydawcy, ale i kapitanowie ze Szczecina również na pewno swoją, o swoich przeżyciach książkę będą mieli).
 
 
Oczywiście ważnym akcentem sobotniej uroczystości na „Darze Pomorza” stał się morski chrzest, czyli wodowanie książki „Falami pisane”. Tego aktu, jak trzeba odpowiednią formułą, dokonała małżonka prezesa SKŻW Anna Królikowska.
 
Głos zabrał też kpt. ż. w. Leszek Górecki, jeden z owych 19. autorów tegoż tomu, natomiast w imieniu rektora Akademii w Gdyni, prof. dr. hab. Piotra Jędrzejowicza głos zabrał, były rektor, obecnie kier. Katedry Automatyki Okrętowej na Wydziale Elektrycznym AM, prof. dr hab. inż. Józef Lisowski.
Podkreślił zarówno walory poznawcze książki, jak i niewątpliwie literackie. Podał nadto informację, że Akademia Morska w Gdyni być może nawet w niezbyt odległym czasie otrzyma miano Uniwersytetu Morskiego…
Książkę, rzecz oczywista, można było na miejscu nabyć… 
I jak na koniec zwierzył się kapitan Tomasz Sobieszczański, zgromadził już wcale niemało kolejnych wspomnień, od kolejnych kapitanów. Powodzenia! (Seh)

Zdjęcia: Cezary Spigarski

 

Komentarze