Czarny Diament drugi raz na Pacyfiku !!!!!

0
504
29.03.2014 r. godz. 1445 otwierają się ostatnie wrota śluzy Miraflores Kanału Panamskiego i „Czarny Diament” po raz drugi wypływa na Pacyfik. Jestem szczęśliwy, że znowu jestem na Pacyfiku. 
 
obraz nr 1
Jurek, Wojtek i Kuba.
obraz nr 2
Od lewej: Wojtek Mura, kpt. Jerzy Radomski, Mateusz Borowski, kpt. Piotr Nowicki, 
Jakub Radomski, kpt. Witold Sobkowicz, Ania Wróblewska oraz pilot


Po wyjściu z kanału cumujemy do boji Balboa Yacht Club. Po kolacji żegnamy się z jedynym polskim Rastamanem na Karaibach Mikołajem Westrychem, który towarzyszył nam w przejściu kanału. Mikołaj kilkanaście lat temu przeszedł dobrą szkołę na Czarnym, kiedy wspólnie żeglowaliśmy po wodach Czarnogóry. Z przejściem Kanału Panamskiego nie mieliśmy większych problemów za wyjątkiem solidnej opłaty za kanał zapłaciłem 2375 $ USA (w tym kaucja zwrotna 800 $ USA). Dodatkowo zapłaciliśmy 60 $ za liny i odbijacze.

 
Wieczorem przeglądam dziennik jachtowy nr 6 . Jest w nim krótki zapis 06.10.1981 r. godz. 1735 jacht „Czarny Diament„ wypływa na Pacyfik. Za przejście kanału zapłaciliśmy 115 $ USA.
 
W 1948 roku czterech wspaniałych płetwonurków francuskich na jachcie „Moana” przechodziło kanał Panamski za siedem dolarów i czterdzieści centów. Tak więc widać jak ciężko wagabundom poruszać się obecnie po morzach i oceanach. 
 
Trzy dni po naszym przybyciu do Balboa zawitał polski katamaran „Flash II” Wojtka Ogrzewalskiego, którego znam już ponad 20 lat W listopadzie ubiegłego roku spotkałem Go na Grenadzie, kiedy kończył swój rejs dookoła świata na „Flash II„ z bardzo sympatyczną Lucjaną z Brazylii. Wojtek długo zastanawiał się co ma robić dalej, płynąć do Europy czy kręcić się po Karaibach. „Nie wiesz co robić dalej? Proste płyń na Pacyfik”, powiedziałem bez zastanowienia. Wojtek jeszcze się bronił: „Przecież ja tam byłem dwa lata temu”. „No i co z tego?” – odpowiedziałem. Kilka miesięcy później Wojtek oświadczył, że popłynie na Pacyfik. 
 
06.04.2014r. godz. 0600 zostaje uruchomiony silnik. Oddajemy cumy z boji i wypływamy z Balboa. Tak zaczyna się drugi rejs Czarnego przez Pacyfik. Jeszcze podziwiamy panoramę Panamy i most Ameryka. Po godzinie stawiamy żagle. Niestety mamy bardzo słaby wiatr. Czas przywitać się z Neptunem i poprosić Go o przychylne wiatry. Naszą Żubrówką wznosimy toast za pomyślność rejsu. Piotr Nowicki, który dzielnie przeprowadził jacht z Aruby do Panamy, zgodnie z planem przekazuje władzę Witoldowi Sobkowiczowi. Witold opowiada całej załodze, jak to się stało, że znalazł się na Czarnym i po przepłynięciu Atlantyku zdecydował się na następny etap czyli Pacyfik. 
Płyniemy w 7 osób. Starsi panowie to ja, Witold i Piotr a nasza młodzież to: Ania Wróblewska, Mateusz Borowski (Borowy) oraz moi kuzyni Wojtek Mura i Jakub Radomski. Piotr z Witoldem wprowadzają naszą młodzież we wszystkie tajniki związane z żeglugą. W pierwszej kolejności muszą poznać i opanować kilka podstawowych węzłów. Pierwsze przeszkolenie z węzłami przeprowadził już Mikołaj, gdy przechodziliśmy przez śluzy Kanału Panamskiego. Witold przeprowadził jeszcze szkolenie z zagrożenia na jachcie, sprzętu ratowniczego oraz zasad bezpieczeństwa. Następnie praca na sterze. Okazuje się, że sterowanie nie sprawia młodzieży żadnych problemów.
 
obraz nr 3
„Borowy”
Powoli oddalamy się do Balboa. Siedzę na rufie i z niedowierzaniem spoglądam do tyłu. Kanał Panamski za nami a przed nami Pacyfik. Gdy w 2010 roku płynąc do Polski też siedziałem na rufie – z łezką w oku myślałem, że to koniec mojej włóczęgi po morzach o oceanach.
 
Na drugi dzień Czarny kotwiczy przy prywatnej wyspie San Jose na archipelagu Wysp Perłowych. Część załogi wsiada do dingi i udaje się na wyspę. Przy przybiciu do brzegu fala przybojowa dała znać załodze, że na Pacyfiku trzeba ostrożnie podchodzić do brzegu. Nic specjalnego na tej wyspie nie zauważono, wiec na drugi dzień płyniemy na największą wyspę ReY. W Zatoce San Telmo stoi 5 jachtów. Po zakotwiczeniu przy kolacji uzgadniamy, że na następny dzień z rana robimy wypad do małej rzeczki rzeki. Pięciokonny Nisan ciągnie nasze dwie dingi z kompletną załogą. Musimy bardzo uważać, bo często musimy pokonywać mielizny. Kiedy wpływamy do rzeczki mam wrażenie, że Ania bardzo ostrożnie rozgląda się po brzegu. Nasłuchała się dużo o krokodylach, więc nie ma co się jej dziwić. W końcu nie wytrzymała i weszła do dingi przepychając ją przez mielizny. Największe wrażenie robią niesamowicie poprzeplatane korzenie drzew mangrowych. Ale krokodyli nie spotkaliśmy. 
 
obraz nr 4
„Wyprawa po perły”
Po powrocie na jacht część załogi udaje się na nurkowanie do pobliskiej rafy. Niestety mimo, że ten archipelag ma bardzo egzotyczną nazwę to widoczność pod wodą jest słaba. Kuba z Wojtkiem nie dają za wygrane i spędzają w wodzie ponad dwie godziny filmując napotkane ryby. 
 
Następny dzień po śniadaniu przepływamy do Esmeralda Village. Kiedy na naszych dingach lądujemy na brzegu – wita nas bardzo duża grupka dzieciaków. Ania jest bardzo szczęśliwa, wygląda teraz jak miejscowa przedszkolanka dosłownie oblepiona dzieciakami. 
 
obraz nr 5

 
Starsi mieszkańcy wyspy siedzący przed swoimi domami pozdrawiają nas bardzo serdecznie. Dowiedzieliśmy się, że niedaleko jest mały wodospad a my marzymy o kąpieli w słodkiej wodzie. Dzieci i nasz starszy przewodnik prowadzą nas w te miejsce. I tu małe rozczarowanie. Zamiast wodospadu trafiliśmy na malutki strumyk w którym mieszkańcy piorą swoje ciuchy. Oczywiście, że nie skorzystaliśmy z kąpieli. Czas na zimne piwko. Dzieciaki chociaż bardzo miłe trochę utrudniają nam dalszy pobyt na wyspie. Witold z Anią w sklepiku kupują cukierki i rozdają dzieciakom. Ania filmuje tą scenę i pokazuje to dzieciakom po chwili jest oblepiona jak plaster miodu przez pszczoły. 
 
Czas na zimne piwo i obiad. W pobliskim Barze zamawiamy rybkę. Skromny to obiadek ale jesteśmy zadowoleni. W tej małej wiosce prawie każdy ma telewizor. Akurat podczas obiadu była transmisja meczu Atletico Madryt z Barceloną. Wojtek z Kubą, wspólnie z lokalnymi kibicami , uważnie sledzili ten mecz. Po chwili Mateusz, który powrócił z krótkiego spaceru, przynosi nam smutną wiadomość. Dzieciaki uruchomili nasz ego Nisana na plaży. Okazało się, że wirnik pompy wodnej został uszkodzony. No cóż nasza wina zapomnieliśmy zabrać z silnika zrywkę, która uniemożliwia start silnika. Godzinę później Czarny wypływa z Esmeralda Village. Kurs na następny ostatni port panamski Armulles. Tam musimy odprawić się do Kostaryki.
/Jurek Radomski/
 
obraz nr 6
Szachy z Kapitanem (gra Wojtek)

W drodze na Galapagos…
 
W nocy z 22/23 kwietnia 2014 r. Czarny Diament – zaopatrzony w prowiant na przejście największego z Oceanów – wyruszył z Golfito na Kostaryce w stronę archipelagu Galapagos, który słynie m.in. z niewystępujących nigdzie indziej na świecie gatunków fauny i flory.
Przed wypłynięciem Kapitan zdążył nam przesłać zdjęcie z „odwiedzin starych kątów” na Kostaryce:

obraz nr 7
„Lulu i jej statek”

 

obraz nr 8
„Lulu po latach”
oraz pierwsze z tego rejsu opowiadanie, które nich umili nam czas oczekiwania na kolejne wiadomości z pokładu legendarnego jachtu Czarny Diament. 
 
P.S. Nie zapominamy o dzisiejszych imienianach Jerzego i Wojciecha – kapitanom Radomskiemu i Ogrzewalskiemu życzymy Wszystkiego Najlepszego, sprzyjających wiatrów i conajmniej stopy wody pod kilem w rejsach przez Pacyfik!

Za zgodą: http://czarny-diament.blogspot.com/

Komentarze