Bitwa o Gotland: Pierwsze wieści z Quicka

0
568

Jeszcze w Ustce uciekła ode mnie Sylwia – towarzyszka podróży od Gdańska i – mocno chcę w to wierzyć – zeszłorocznej Bitwy. Najwyraźniej po wysłuchaniu prognoz postanowiła znaleźć wygodniejsze schronienie. Ola z Teamu mówiła coś o musze w Peżocie, więc pewnie zabrała się z nią z powrotem do Gdańska.

Co drzemka śnią mi się katastrofy, a to uderzam gdzieś w keję, a to ktoś wpływa mi w burtę. Mam nadzieję, że to projekcje moich obaw a nie jakieś prekognicyjne wizje.

Robię sobie kawę – w tych warunkach udaje mi się wypić dopiero czwartą z kolei, wszystkie poprzednie albo rozlane albo rozsypane.

Nocą przydarza mi się niemiła przygoda, urywa się fał i przedni żagiel ląduje w morzu. Założywszy szelki wyciągam trochę porwanego, no nic jakoś to powieszę, ale zastanawiam się ile go tak ciągnąłem po wodzie..  Po co w ogóle wymieniałem ten fał.. wcześniejszy był dobry. Niepotrzebnie dałem się namówić Kaczmarowi na podmiankę – ewidentnie coś poszło nie tak.

Prognoza straszy 30-40 węzłów, więc mierząc siły na zamiary gotuję kalafiora, by najeść się póki jeszcze mam szanse. Nabieram wysokości, żeby jak najmniej halsować, gdy się porządnie rozwieje. Co prawda Krystian trochę mi odszedł, ale..

..Bitwa trwa!

 

Przedbitewnie ze Wschodu

Środa, godzina 23.00, oddaję cumy w Marinie Gdańsk. Pełnia.. ciepła noc, bez wiatru, wolno sunę kanałem w kierunku Helu. W myślach sprawdzam czy wszystko zabrałem. Mijam Polski Hak – czas na pierwszy toast z Neptunem, tak na wszelki, odrobina przychylności nie zaszkodzi. Kolejne przemyślenia i podsumowania – co przede mną, a co zostawiłem na lądzie. Testuję budzik, fioła można dostać od tego tiriryt, tiryryt, więc chyba działa. Z zakamarków świadomości przebija się myśl – czoło mojego zespołu brzegowego jutro rano będzie zajadać się chaczapuri.. a ja tu sam. Krystian żądny wygranej  gdzieś na autostradzie, pędzi na pomiary do JSG. A ja płynę..

Czwartek, 4.00 Dopiero Rozewie… kilka odkrętek wiatru, silnik, żagle i tak do samej Ustki. Idąc wzdłuż brzegu miewałem internet, więc wiem, że ja sam walczę o każdą milę, fale jakieś dziwne, zimno. Team w Marinie zajada te gruzińskie przysmaki.. eh..

14.00 Telefon z JSG, Polska Miedź ma wyliczony KWR, i tu mała niespodzianka – marszowy fok, podstawowy grot, blisko 10t wagi i wcale nie ma dużej różnicy, wychodzi prawie 1:1. Oj lepiej żeby nie wiało 😉

19.00 Zacumowałem naprzeciw samotnej łajby Edka ale już bez niego. Jakoś dziwnie mi się zrobiło – życie jest absolutnie nieprzewidywalne..

Czekam na Krystiana, Bartek utknął w Barcelonie, więc zostaje nas dwóch jak w zeszłym roku.

Jacek Zieliński

 

Komentarze