Autopilot jachtowy – najlepszy przyjaciel skippera

0
229
autopilot jachtowy

Wieść niesie, że Amerykanie zapytani, czy można żyć bez coca-coli, odpowiedzieli: „Można, tylko po co?”. Podobnie rzecz wygląda z autopilotem jachtowym – teoretycznie dałoby się bez niego żeglować. Ale po co się męczyć? 

Nic zatem dziwnego, że zdecydowana większość jachtów czarterowych posiada autopilota w standardzie. I jest to dla nas bardzo dobra wiadomość, bo obsługa tego urządzenia jest stosunkowo prosta, a możliwości, jakie ono stwarza, pozwalają na spokojne cieszenie się okolicznościami przyrody. 

Co warto wiedzieć o autopilocie?

Przede wszystkim należałoby mieć świadomość, w jaki sposób on działa. W ogromnym uproszczeniu zasadę jego funkcjonowania można opisać następującym schematem:

  1. Zadajemy autopilotowi zadanie – np. trzymaj stały kurs kompasowy. Urządzenie zapamiętuje to polecenie i działa zgodnie z nim. Skąd wie, jakim kursem płyniemy? I ty przechodzimy do kolejnego punktu.
  2. Zestaw czujników zbiera dane i przekazuje je do komputera. Sensory te mogą być różne – zwykle jest to żyrokompas lub kompas elektroniczny, ale niektóre modele mogą też posiadać czujnik wiatru pozornego i inne bajery. Wszystkie te dane są zbierane i przesyłane do „mózgu” autopilota, czyli do komputera. 
  3. Na podstawie zebranych danych oraz określonego w punkcie pierwszym zadania komputer decyduje o konieczności wychylenia płetwy sterowej w określoną stronę o określony kąt. Wysyła więc stosowny impuls do zawiadującego nią sterownika, a jednocześnie informuje nas o jej położeniu. 

Zobacz autopiloty jachtowe w sklepie Maristo.pl – maristo.pl/elektronika/autopiloty-jachtowe

O co możemy poprosić autopilota?

O drinka nie warto – niestety nikt nie wymyślił dotąd modelu wyposażonego w taką funkcję. Też nad tym ubolewamy. Autopilot może za to poprowadzić łódkę zgodnie z wybranym przez nas trybem. A tryby są dwa:

  • kompasowy – opisany powyżej i polegający na utrzymywaniu wybranego kursu kompasowego. Zwykle pływa się właśnie na tym trybie,
  • wiatrowy – powiedzmy, że bardziej hipsterski, ale w niektórych momentach przydatny: polega na utrzymywaniu stałego kąta względem wiatru. 

Czy autopilota można użyć źle?

Oczywiście, że tak. Pierwszym i podstawowym błędem, jaki popełniają skipperzy, jest ślepe ufanie autopilotowi. Pamiętajmy, że mimo wszelkich udogodnień i nowoczesnych rozwiązań, jest to wciąż tylko elektronika. I jako taka ma prawo się pomylić, zawiesić, albo popełnić jakąś głupotę. Przypomnijcie sobie, ile razy wasz komputer tak zrobił? No właśnie. 

Warto też pamiętać, że nie należy „kłócić się” z autopilotem. Taki spór do niczego nie prowadzi poza zepsuciem układu sterowania i innymi przykrymi konsekwencjami. Kiedy więc wciskamy przycisk „auto”, powstrzymajmy się od dotykania koła sterowego aż do momentu, kiedy przejdziemy na sterowanie ręczne. Co więcej, jeśli już kierujemy łodzią sami i nagle na kole wyczuwamy wyraźny, choć niespodziewany opór, sprawdźmy, czy ktoś nieopatrznie nie wcisnął „auto”.

Ostatnim błędem, jaki popełniają skipperzy (i to ostatnim w dosłownym tego słowa znaczeniu) może być nieprzeszkolenie załogi w kwestii podstawowej obsługi autopilota. Rzecz w tym, że skipper może wskutek różnych nieprzewidzianych wypadków znaleźć się za burtą – a bezradna załoga, nie wiedząc, jak wyłączyć tryb „auto”, chcąc nie chcąc popłynie w siną dal.

Czy elektronika zastąpi skippera?

Jak już wiemy z podanego wyżej przykładu – z pewnością nie. I prawdopodobnie długo jeszcze nie będzie w stanie zająć jego miejsca. 

Mimo iż jako ludzie miewamy swoje wady, posiadamy jednak zdolności, jakich nie ma żadna maszyna: umiemy improwizować, myśleć abstrakcyjnie oraz olewać procedury, kiedy uznamy, że wymagają one olania. 

I dlatego właśnie skipper wciąż jest niezbędny, a autopilota nazywa się jego przyjacielem – a nie konkurencją.

Komentarze