Guadeloupe, druga wyspa która odwiedzamy na Karaibach.

 

W życiu kochani, trzeba nieraz ciężko pracować. Czasem jednak można  leżeć  na hamaku, w tropikalnym lesie, nad głową palma z kokosami i pisać. Szczęściem jest czasem tego doznać. 

Po przygodach i łańcuchach pomyślnych okoliczności wylecielismy z Sandra z St. Maarten - 'friendly island' gdzie każdy pyta how are you doing, mając na cztery kopyta podkute pirackie tradycje, na Guadeloupe. Wspaniały przyladek francuskiego imperium, i ich stolicę w tej części świata, która niektórzy mieszkańcy kontynentu odbierają jako cel turystycznych rozkoszy, mając ku temu powody i uzasadnienia.
Pomijając białych turystów do których w żadnym wypadku sie nie zaliczamy, mieszamy w tropikalnym lesie, który w dzikich rejonach zamienia się w tropikalna dżunglę. U zbiegu dwóch górskich strumieni - w którym jednym z nich rano i wieczorem kąpiemy się regularnie -
ponad karaibskim morzem, a u stóp gór obralismy swoje obozowisko.  Serio. 


Historia samego lasu, jego rozmaitości, bogatosci jest dosyć zdumiewająca. Rośnie tu wszystko, papaje, mango, banany, w ziemi jest imbir i pomarańczowy tumor który teraz żuje, są liany, kokosy, kolibry, termity, mrówki, palmy, paprocie, wodospady, acerole, ananasy i mnóstwo dóbr które nie wiem jak się nazywają a wam i tak by nic nie powiedziały wie je pominę. Są cykady wielości najmniejszego paznokcia, które grają 80 decybeli. Małp nie ma. Wszystko jest dzikie, pełne uroku, zielone, pożywne albo trujące. Zdumienia i rozkoszy snu o potędze rozmaitości, przydaje fakt niezwykły, że zasilane to wszystko jest przez człowieka.

Kiedy Kolumb przybył na tę wyspę mało co tu rosło, minęły lata, leniwi Indianie zostali zabici, silni afrykanczycy zaciągnięci zostali jako niewolnicy. W tym czasie dzielni europejczycy przywozili najróżniejsze nasiona z odległych części świata. Banany są np z Malezji. To human beans, korzystając z możliwości - słońca i wulkanicznego urodziny - stworzyli z tej wyspy tropikalny raj. BTW. Większość owoców będzie w maju i później. Mango wielkości głowy psa. 

Znajduja się tu plantacje poligamiczne, które nie są monogamiczne jak w industrialnej kulturze Europoidalnej, tylko wieloroslinne na jednym obszarze, żeby symbiotycznie wspierać upragniony produkt np banan. Masz wysokie średnie i niskie rośliny które costam produkują z czego pozostałe korzystają. Idziesz przez las, chwila nieuwagi i babam, uderzyłeś czołem w plantacje bananów. Rośnie tu wszystko, i w ogromnych ilościach biomasy. Jednak warzywa są, z tego co słyszałem szybciej zjadane przez mrówki. Te swoją drogą są wspaniałe, wielkie, dorodne, a jak ugryzą to skaczesz na jednej nodze. Chodzą rządkami jak na paradzie, nosząc zielone liście do swoich nór. Po co? Chodują tam grzyby którymi się żywią. Czasami posypujemy im kuskus, wtedy wylegaja gromadnie, robotnicy z żołnierzami, matki z dziecmi, i chwytają w przednie czółki swój złoty skarb, utrzymując równowagę na pozostałych 8 nogach. 


Pada codziennie, po pięć razy, ale szybko przestaje. Zresztą cały czas jest ciepło (cieplutko i przyjemnie). W takich tropikalnych warunkach najlepiej rośnie Ganja. Jej plantacje można wyczuć na różnych etapach i krokach naszych wędrówek, spotykając zbakanych rolników bądź innych przedstawicieli lokalnej kultury albo czując jej słodki smak z okna busa. 
Wyspa jest 5-8 razy wieksza niż ST. Maarten, tam można było wszystko okrazyc busem, albo trzema jednym za drugim, busy jeżdżące cały czas są częścią kultury tamtej wyspy, udostępniając tani środek transportu dookoła małej wyspy. Po za tym na autostop nigdy nie czekasz dłużej niż 3 auta. Rekord okrążenia wyspy pod żaglami to 73 minuty. Guadeloupe to inna historia, wyspa jest zdecydowanie większa. 

I swoją drogą to nie jedna wyspa a dwie, przedzielone słona rzeka. Jedna stara, od strony Atlantyku druga młoda i wulkaniczna. Wulkaniczna jest bujna i zielona, otoczona morzem karaibskim rumem dżungla najpiękniejsza plaża jaka widziałem i rafa. To gdzie my mieszkamy. Ci z drugiej strony, za rzeką znaczy, to stare dziady. Mają tam tylko lotnisko, miasta, plantacje trzciny cukrowej. Sprawdźcie mapę. My jesteśmy koło Plage de Ferry (plaża Ferry) 

Wczoraj jechaliśmy autostopem z trzema fajnymi francuskami. 
Wracając do tematu Guadeloupe. Porównując do St. Maarten, jest większa, rozłorzysta, ma ze sto rzek. Na St. Maarten nie ma nawet jednej. Jej system komunikacji jest albo masz auto albo giniesz. My mamy autostop i auto. Busy wygineły.  

Ale za to jest wulkan, to on jest odpowiedzialny za młoda wyspę, wszędzie dookoła młode kamienie, czasem czarne jak serca diabła, czasem duże w rozmiarach, a że nasza plaża ma piasek krystaliczny, delikatny i uroczo biały - to kolejny powód do świętowania. 

A świętować jest czym bo głównym produktem eksportowych tej francuskiej kolonii (przypominam jesteśmy na terytorium UE) jest cukier trzcinowy, będący głównym produktem Ruuumu! 

A kiedy rum zaszumi w głowie, cały świat nabiera treści! 

Jest ciepło, mieszkamy w tropikalnym lesie, nie ma muzyki ani prądu, są rzeki i kokosy. 

 Krystian Zabielski

Powrót

Partnerzy

Pogodynka.pl Rumszewicz Sailing Aero Vaerft Polacy Dookoła Świata Selden Mast Tour de Fun CSB Bliski Caraibic Navinord Ocean Sails PG Smoki Północy My Sailing Navslide Jachtklub Elbląg SailBookArnia Morka Arek Rejs Photography Morskie Widziadła - Elba, Korsyka, Sardynia – rejs gentelmenów BRJ Design Navicula Studio Borlenghi Milka Jung Krzysztof Baranowski SSPW Porty 24 Oficyna Morska Jacht Film Mazurscy Sternicy Marynistyka International Moth Krzysztof Baranowski PSKite SOLOVELA.NET ServiolaBcn Warmia i Mazury Team Klimatyzacja POZMiW Eco Marine Power Pod Omegą Polski Klub Morski Marine Insight Zew Oceanu WaveINN WakeShock Biszcza Dansk Sejlunion ZOZŻ Henri Lloyd SailForum AlmaPress WFoil Group Polskie Stowarzyszenie Klasy 505 Baatsans.no Karol Jabłoński Puchar Polski Jachtów Kabinowych Sunreef Yachts Ocean TEAM Dinghy Atlantic SSI Jerzy Kuliński ODYSEA Władka Wagnera
FB
Rejsy
Twitter
powrót