SELMA: Etap z Zatoki Wielorybów do Wyspy Rossa - ukończony

 

17.02.2015r. Cape Royds. Wyspa Rossa. Antarktyda

Etap z Zatoki Wielorybów do Wyspy Rossa - ukończony. Łatwo nie było. W nagrodę, prawie na mecie napotkaliśmy w okolicach Back Door Bay - baraszkujące orki. Nad ranem 17 lutego czasu polskiego jacht rzucił kotwicę przed chatą sir Ernesta Shackletona przy Cape Royds (*) na Wyspie Rossa. Ale o tym w następnej korespondencji. Poniżej autorski opis - trwającej 3 doby żeglugi z Zatoki Wielorybów - wzdłuż wielkiej ściany bariery lodowca Rossa.

 

 

To była niezapomniana, niesamowita, odrealniona i nie do opisania, żegluga wzdłuż gigantycznej Lodowej Bariery Rossa. Ponad 400 mil (prawie 750 km.) jazdy - w odległości od paru metrów, do pół mili od ściany lodu. Cały czas na żaglach. Ani na chwilę nie robiło się ciemno. Mimo świecącego słońca i przy braku zachmurzenia - było coraz zimniej. Cały czas musieliśmy usuwać gromadzący się na pokładzie i olinowaniu lód. Wszystkie szyby Selmy, pokryte zostały od środka, pięknymi kwiatami wijącymi się na grubej warstwie szronu. Nasz pod-pokładowy piecyk z powodu zawiewającego do komina wiatru, na dwa dni odmówił posłuszeństwa i temperatura w całym jachcie zbliżyła się do 0.C.

 

Piękna, słoneczna pogoda oraz silny wiatr z głębi kontynentu przyniósł Mróz, zdecydowanie przez duże m. Zupełnie jak w Polsce, gdy przyjdzie arktyczny front i temperatura w ciągu jednej nocy spada czasem od 0 do -20. Brak chmur powoduje, że ciepłe powietrze, niestety „ucieka” do góry. Brwi sterników (tych bez gogli), już w pierwszej minucie stania za kółkiem, pokrywały się szronem, a sklejone wąsy nie pozwalały otworzyć ust. -20C(odczuwalna -40).

 

Trzeciego dnia  powiało... Wiatr w prognozie 25-30kt. W rzeczywistości urósł do 40-60kt (ponad 110 km/h). Nad ranem, podmuchy niosące białe, rozpylone tumany wody, dochodziły do 70-75kt (ok. 140 km/h). Momentami stacja pogodowa pokazywała nawet 80kt wiatru pozornego. Trzeba było trzymać się koła sterowego żeby nie odfrunąć. Ale na szczęście nie było dużej fali, bo wciąż żeglowaliśmy blisko ściany lodowca. 

 

 

Pogorszenie pogody i zachmurzenie poprawiło temperaturę.  Niskie chmury zatrzymywały odpływ "ciepła" i temperatura na pokładzie znacznie  wzrosła do tylko -3 C - co było dużą różnicą z mniej niż minus 20C. 

 

Ostatniej doby żeglowaliśmy bajdewindem (na malutkim żaglu przednim i tylnym, kliwer mały i bezan). Stojący za sterem - sternik - uderzany był krótkimi falami i natychmiast pokrywał się breją na wpół zamarzającej, słonej wody. W takiej sytuacji - swoistą satysfakcją było to cudowne uczucie, że pomimo tego, że zimna fala zalewa cię całego - nic nie przedostaje się za kołnierz, kaptur i gogle! Mamy wtedy ochotę pokazać - „figę z makiem” oceanowi, tyle tylko, że ciężko to zrobić w grubych łapawicach. Ostatniej nocy dwa razy stawaliśmy w dryf i gumowymi pałami tłukliśmy zawzięcie grube zwały narosłego lodu. Ciężka fizyczna harówka. 

 

Rano nagle wiatr ucichł. Koniec ściany lodowca, wpłynęliśmy za wyspę Rossa i wiatr „zjechał” do zera. Zaczęły wiać drobne podmuchy z różnych stron. Z niedowierzaniem patrzyliśmy za rufę – tam wciąż widać było wściekłą pianę i smagający wodę wiatr. A my w słońcu podziwiamy skrzącą się biel szczytu góry Terror. Swoją drogą, nazwa bardzo adekwatna do naszej właśnie zakończonej, „dzikiej jazdy bez trzymanki”. 

 

Oddzielny komentarz dotyczy naszych żagli. Trzeba przyznać, że współczesne materiały, z których zrobione są żagle i liny, wciąż nas zadziwiają. Mały kliwer w tych szalonych podmuchach powinien się rozpaść w tysiąc kawałków, a tu - znowu wytrzymał. Podobnie jak cieniutkie liny z dynemy pracujące jako szoty. Mamy na prawdę dzielny jacht.

      

Przed wyprawą marzyłem, żeby choć z daleka zobaczyć ten największy na świecie lodowiec, a tu proszę - jaki prezent dostałem! Marzcie i nie przestawajcie marzyć, bo marzenia nie tylko się spełniają ale jeszcze dodają coś od siebie! Może w nagrodę za... wytrwałość?

 

Tomek Łopata

 

(*)  Chata sir Ernesta Shackletona w Cape Royds na Wyspie Rossa została odrestaurowana w styczniu 1961 r. przez Nową Zelandię i obecnie wygląda jakby mieszkańcy wyszli tylko na chwilę. Ponieważ zaglądają tu bardzo rzadko ludzie - w ramach projektu google-street view - umożliwiono - aby to niezwykłe miejsce - dowód z okresu wielkich wypraw antarktycznych - każdy mógł odwiedzić wirtualnie na odległość - wystarczy klinąć:

https://www.google.com/maps/views/view/streetview/antarctica/shackletons-hut-cape-royds-on-ross-island/IOpxazFg6mE9O-qaLRC_uQ?gl=us&hl=cs&heading=219&pitch=82&fovy=90  

 
Powrót

Partnerzy

CSB Dinghy Atlantic Karol Jabłoński Baatsans.no Morskie Widziadła - Elba, Korsyka, Sardynia – rejs gentelmenów Arek Rejs Photography Warmia i Mazury Studio Borlenghi Henri Lloyd Oficyna Morska Zew Oceanu PG Smoki Północy AlmaPress Pogodynka.pl Marynistyka SailBookArnia Tour de Fun BRJ Design Pod Omegą Ocean Sails Selden Mast SSI Jerzy Kuliński International Moth Rumszewicz Sailing Navslide Morka Marine Insight Mazurscy Sternicy Milka Jung Jacht Film SSPW POZMiW Jachtklub Elbląg Eco Marine Power Krzysztof Baranowski ODYSEA Władka Wagnera Krzysztof Baranowski PSKite SailForum ZOZŻ Polski Klub Morski Bliski Caraibic Navicula Polacy Dookoła Świata Navinord WFoil Group Sunreef Yachts SOLOVELA.NET Team Klimatyzacja WakeShock Biszcza Dansk Sejlunion WaveINN Puchar Polski Jachtów Kabinowych Polskie Stowarzyszenie Klasy 505 My Sailing Aero Vaerft Porty 24 Ocean TEAM ServiolaBcn
FB
Rejsy
Twitter
powrót